Czy warto wydać majątek na kalendarz adwentowy?
To zależy. Jakie jest moje zdanie na ten temat? Już Wam wszystko wyjaśniam.
Zacznijmy od tego, że są tańsze i droższe kalendarze adwentowe. Te tańsze mają znacznie niższą wartość i zazwyczaj mało na nich oszczędzamy, natomiast te droższe mają znacznie większą wartość i produkty wychodzą nam czasami nawet 90% taniej niż w regularnej sprzedaży. W tańszych znajdziemy sporo próbek czy wersji podróżnych produktów, lub gadżetów takich jak pilnik czy gumka do włosów, natomiast w droższych kalendarzach będzie znacznie więcej pełnowymiarowych produktów. W związku z tym, że droższe kalendarze takiej jak Cult Beauty czy Space NK są generalnie z wyższej półki, nawet jeśli jakiś produkt będzie miał rozmiar deluxe, z reguły jest niezwykle wydajny i starcza na dłużej niż jeden szampon czy serum z drogerii.
W poprzednim poście porównywałam dwa kalendarze: Cult Beauty oraz Space NK. Zrobiłam tam kilka przeliczeń, ile średnio kosztuje produkt w każdym z kalendarzy, czy ile produktów zawierają kalendarze w tym ile z nich jest pełnowymiarowych. Patrząc na liczby bardziej się opłaca kupić kalendarz Cult Beauty, ale czy warto?
Kalendarz może zawierać nie wiadomo jak wielką przebitkę cenową, mieć mnóstwo produktów, tych deluxe i pełnowymiarowych, a kwota wydana na kalendarz stanowić niewielką kwotę w porównaniu do kupowania wszystkich produktów z kalendarza pojedynczo, ale czy warto?
Nad tym trzeba się zastanowić. Co z tego, że wydam na kalendarz około 1100 zł, a wartość produktów jakie znajdę w środku to ponad 5500 zł, jeśli sama z siebie, bez żadnych promocji kupiłabym zaledwie jeden czy dwa produkty, które znajdę w środku. Albo tylko kilka mi się naprawdę podoba, a w przypadku pozostałych tłumaczę sobie, że przecież skoro je mam to i tak je wykorzystam. To prawda, jak bym już je miała, to bym je wykorzystała, albo sprzedała na Vinted, ale czy jest zawsze sens wydawania ponad 1000 zł, żeby tylko przyoszczędzić i zaopatrzenia się w prawie 40 kosmetyków dla samego faktu, że to była super okazja?
Ma to sens, ale trzeba do tego podejść indywidualnie. Przykładowo ja w zeszłym roku kupiłam sobie kalendarz Cult Beauty i byłam z niego niezwykle zadowolona. Przed zakupem dokładnie przestudiowałam każdy z produktów i cała pielęgnacja sprawdziła się świetnie (włosy + twarz + ciało), kolorówka podobnie. Chyba dwa produkty mi nie podeszły, ale sprzedałam je na Vinted.
W tym roku podobnie podeszłam do tematu. Właściwie są dwa kalendarze, które biorę pod uwagę: Cult Beauty i Space NK, zresztą przygotowałam już ich porównanie na blogu. Dokładnie przejrzałam produkty, ile znajduje się w każdym z kalendarzy i ostatecznie wygrał Cult Beauty pod względem opłacalności. I w tym momencie zdałam sobie sprawę, że w tegorocznej edycji, nie jest on dla mnie tak interesujący i wolę podobną kwotę wydać np. na konkretne produkty marki BasicLab, zamiast kupować pudełko pełne rzeczy, wierząc w to, że jest to niesamowita okazja i tłumacząc sobie, że przecież je zużyję.
Być może w danym kalendarzu, który chcielibyście sobie kupić, jest jakiś produkt, o którym marzycie, np. bardzo chciałabym mieć retinol z marki Ren oraz serum pod oczy Medik8, obydwa produkty występują w kalendarzu Cult Beauty w togorocznej edycji. Ale czy dla tych dwóch produktów warto wydawać aż tyle i tłumaczyć sobie, że to był zakup życia? Pewnie bez problemu znajdę serum REN jak i reinol Medik8 w jakiejść super promocji i będę dumna z tego, że nie dałam się zwieść okazji.
Podsumowując: nie żałuję kalendarza z zeszłego roku większość produktów była genialna i do kilku z nich zdarzyło mi się już ponownie wrócić, natomiast tegoroczna edycja nie jest już dla mnie tak interesująca.


Komentarze
Prześlij komentarz