Ulubieńcy lutego
Witajcie, dzisiaj
przygotowałam dla Was post z moimi ulubieńcami lutego.
Tradycyjnie zacznę od pielęgnacji. Na sam początek mam olejek do ciała marki Biolaven. Do tej pory nie miałam okazji używać olejku do ciała. Kiedyś kupiłam sobie oliwkę, żeby nakładać ją po prysznicu na wilgotne ciało, ale nie zakochałam się w tej metodzie nawilżania i szybko ją porzuciłam. Z tym olejkiem natomiast jest nieco inaczej. Nie wiem na czym to polega, ale to jak idealnie się on rozprowadza to jest coś niesamowitego. Nakładam go na wilgotne ciało, lekko (!!!) osuszone ręcznikiem po prysznicu. Podczas nakładania olejku wchłania on pozostałości wody i dzięki temu, poza lekką tłustą warstwą na ciele, nie pozostaje nic mokrego, co można by było jeszcze wysuszyć ręcznikiem. Bardzo jest przyjemny w używaniu i nie pozostawia tłustych plam na ubraniach, a tego najbardziej się obwaiam. Podejrzewam, że jeśli założyłabym od razy piżamę czy cokolwiek innego na świeżo nałożony olejek, to pobrudziłby mi ubranie, ale jeśli dam mu kilka minut na wchłonięcie, np. zakładając szlafrok, to już po kilku minutach mogę się śmiało ubierać.
Kolejne odkrycie to alantandermoline krem złuszczający. Okazał się on ratunkiem dla moich stóp. Kosztuje około 11 zł, pojemność ma niewielką, ale nie nakładam go codziennie, więc jest całkiem wydajny. Używam go naprzemiennie z balsamem nawilżającym CeraVe i na pewno będę kontunuować ten schemat.
Dalej mam krem do rąk z Lidla. Jak wspomniałam w poprzednich denkach, najczęściej wybieram kremy z Rossmana marki Isana. Ostatnio po dłuższej przerwie sięgnęłam po krem do rąk SOS marki Cien, dostępnej tylko w Lidlu. Przy okazji przypomniałam sobie jak bardzo lubię ten produkt. Kiedyś kupowałam go jeden za drugim, a potem widocznie mi się nieco znudził. Teraz wróciłam z przyjemnością do tego kremu i niewykluczone, że zatrzymam się przy nim na dłużej. Jest dosyć gesty, a nawet bardzo, przez co nakładam go nieco rzadziej. Świetnie się sprawdza do rąk, a w razie potrzeby także do stóp. Nie wiem czy się przy nim zatrzymam na dłużej, ale chwilowo cieszę się jego obecnością.
Teraz coś do włosów. W lutym odkryłam Cement Termiczny marki Kerastase. Pojawił się o w jednym z ostatnich filmów na kanale MarKa. Dziewczyny tak o nim opowiadały, że chwilę później kupiłam sobie wersję podróżną tego produktu, żeby go przetestować. Zakup trochę uzasadniłam sobie tym, że nie mam żadnego kosmetyku do włosów, który byłby stosowany w ramach termoochrony. Kupiłam i się zakochałam, na pewno kupię pełnowy produkt, jak tylko ten mi się skończy. Produkt gwarantuje idealny wygląd włosów po wyszuszeniu ich. Zakochałam się w nim po uszy. Jeśli ktoś z Was używa na codzień suszarki do włosów, szczotki prostującej czy prostownicy, to polecam wypróbować ten właśnie produkt.
Teraz coś, czego jeszcze nie było w żadnym z moich zestawień na blogu. Podcast, a konkretnie Chociażby. W wielkim uproszczeniu jest to podcast o minimaliźmie i czerpaniu przyjemności z życia. Niesłychanie przyjemny podcast do posłuchania. Bardzo polecam wszystkim, chociaż jeden odcinek, można wysłuchać za darmo, więc od razu możecie zabrać się za słuchanie.
Oglądaliście kiedyś serial You na Netflixie? Jejku, ale emocje! Zaczęłam go oglądać i natkęłam się na pewną sprzeczność. Mianowicie niepodoba mi się zachowanie głównego bohatera, strasznie mnie denerwuje. Po prostu go nie lubię, ale serial tak wciąga, że nie mogę się od niego oderwać. Skończyłam oglądać sezon pierwszy z myślą, że dokończe jeden sezon i już nie będę zaczynać kolejnych, bo za bardzo mnie denerwuje główny bohater. Skończyło się na tym, że jak tylko wrócę do domu z podróży służbowej, zabiorę się za kolejny sezon, bo ostatnia scena w pierwszym sezonie była taka, że nie da się przestać oglądać serial w takim momencie.
I na samiutki już koniec mam znowu coś z kategorii pielęgnacji, jest to odżywka do włosów Only Bio bez spłukiwania. Tak jej nieznosiłam na samym początku, że nawet kiedyś tutaj na blogu o niej napisałam, że nie jestem w stanie jej rozpracować, na żadne sposoby się nie sprawdza. A teraz się okazało, że jest ona całkiem spoko. Warunkiem tego, aby odżywka zachowała się poprawnie na moich włosach jest to, że muszę je wysuszyć suszarką, w przecywnym wypadku będą przeciążone, przyklapnięte i do ponownego mycia. Dałąm jej drugą szansę i cieszę się, że udało mi się zaprzyjaźnić z tą odżywką.
xx


Komentarze
Prześlij komentarz