Wish list
Wish list, czyli lista rzeczy, które chciałabym sobie kupić. Wydaje mi się, że to rzecz, która najbardziej mi pomogła w trzymaniu się mojego postanowienia odnośnie ograniczenia kupowania.
Kiedyś miałam taką listę, a potem o niej zapomniałam aż do teraz. To było coś, dzięki czemu praktycznie ograniczałam moje zakupy o jakieś 80% (co najmniej)! Wpisywałam na nią wszystko, co wpadło mi w oko i koniecznie musiałam to sobie kupić.
Przykładowo wpisywałam na taką listę jakieś super herbatki, bo przecież jesienią i zimą bez nich to przecież ani rusz. A potem się okazywało, że zwykły rumianek czy meliska z Lidla spokojnie dają radę, a kosztują ponad dziesieć razy mniej.
Najlepiej sprawdzała się ona w przypadku kosmetyków. Pamiętam, że kiedy Veoli Botanica wypuściła swoje pierwsze sera do twarzy, to musiałam je sobie kupić, ale że miałam taką właśnie listę, to zamiast w koszyku w sklepie online, to wylądowały one w zeszycie. Potem przez dłuższy czas śledziłam promocje, żeby je upolować w jak najlepszej cenie, czytałam i oglądałam recenzje, aż... mi przeszło. Już ich nie potrzebowałam, bo pojawiło się już coś innego na rynku, co skradło moją uwagę.
To, co chciałabym Wam przekazać, to jest to, że taka lista pomaga nam zweryfikować czy my czegoś naprawdę potrzebujemy. Czym innym jest kupowanie kolejnych nowości na rynku, a czym innym kolejnego serum z witaminą C, bo poprzednie skończyło nam się dzisiaj rano.
Wracając do mojej listy, to lądują na niej też takie rzeczy jak kapcie czy skarpetki, bo wszystkie są podziurawione, zakup nie jest pilny, ale nie chcę o nim zapomnieć, bo być może jakaś promocja mi się trafi.
Myślę, że nie trzeba zaczynać od razu z tupetem roku bez kupowania, ale warto zacząć od mniejszych kroczków i na przykład zacząć prowadzić listę rzeczy, które chcemy sobie kupić. Dzięki temu mamy czas, żeby przetrawić, czy naprawdę potrzebujemy pięćdziesięciu osobnych herbatek, każda na inną porę dnia, nastrój, dolegliwość czy sytuację.
Dodam jeszcze na sam koniec, że wpisując daną rzecz na taką właśnie listę, warto sobie narzucić, ile taki planowany zakup ma zostać na takiej liście. Z tego co pamiętam, to ja trzymałam się chyba tygodnia. Wpisywałam coś na moją listę i mogłam dokonać zakupu dopiero po tygodniu, jeśli nadal potrzebowałam danej rzeczy.
xx



Komentarze
Prześlij komentarz