denko #2
Cześć, dzisiaj przychodzę do Was z denkiem kosmetycznym po pierwszym tygodniu mojego wyzwania.
Skoczyłam wersję podróżną toniku z kwasami AHA marki REN. Znalazłam go w kalendarzu adwentowym Lookfantastic z 2022 roku. Sam kalendarz kupiłam w promocji jakiś miesiąc temu, widocznie w sklepie zostało sporo z zeszłych lat i chcieli się tego pozbyć. Wracając do toniku, ma on za zadanie wygładzenie skóry, (delikatne) złuszczenie martwego naskórka oraz rozświetlenie. Dzięki temu, że jest on bardzo delikatny, można stosować go codziennie. Jeśli chodzi o same wrażenia z używania, to trzeba przyznać, że rozświetlenie jest widoczne. Tonik nie podrażnia skóry, ja go używałam dwarazy dziennie. W dniach, kiedy stosowałam peeling lub retinal, nie aplikowałam toniku, żeby przez przypadek nie podrażanić za bardzo skóry. Miałam kiedyś pełnowymiarowe opakowani tego produktu (250 ml), było niezwykle wydajne i rezultaty były o wiele lepiej widoczne podczas dłuższego stosowania. Do tej pory wszystkie opakowania tego produktu, jakie zużyłam, były z różnych pudełek kosmetycznych, ale myślę, że jest to produkt, który mogłabym sobie sama kupić, głównie ze względu na jego działanie, gdybym szukała czegoś rozświetlającego.
Pianka dla dzieci do mycia rąk Sylveco - to był cudowny produkt. Dostałam ją w boxie od Pure Beauty i pierwszą reakcją na ten produkt było: "ok, nie muszę chwilowo kupować mydła, będę miała to". Pianka okazała się być niezwykle delikatna, bardzo (ale to bardzo) wydajna, jedna pompka w zupełności wystarczała na umycie rąk, domywała bez problemu każdy brud. Dodatkowym sprawdzianem dla mydła było domycie ściereczki do twarzy, której używam do demakijażu. Obecnie mam olejek z resibo, do którego dołączona jest ściereczka, którą to dokładnie domywam po każdym użyciu. Mam takie wrażenie, że ta ściereczka to jest takim wyznacznikiem u mnie w domu, czy dane mydło do rąk jest dobrze czy nie, w zależności od tego czy sobie poradzi z domyciem ściereczki. Jak najbardziej będę wracać do tego mydełka, a właściwie pianki.
Kolejnym produktem są płatki pod oczy Heimish. Kupiłam je sobie jakiś miesiąc przed ślubem, żeby zadbać lepiej o skórę pod oczami. Nigdy wcześniej nie stosowałam regularnie płatków pod oczy, więc było to moje pierwsze opakowanie z większą ilością niż dwie pary takich właśnie płatków. Same płatki miały nawilżyć, rozjaśnić i ujędrnić okolicę pod okiem. Przyznam, że trudno mi powiedzieć czy tak naprawdę się stało. Wydaje mi się, że ja je kupiłam głównie ze względu na to, że lubię nakładać różne rzeczy na twarz, a to był taki dodatkowy rytuał. Fakt, że nawilżenie na pewno odczułam, co wpłynęło generalnie na wygląd skóry w tej okolicy, wydawała się być jędrniejsza. Płatki dobrze się trzymały pod oczami, o ile nie nałożyłam ich na serum olejowe, w przeciwnym wypadku lekko zjeżdżały.
Peeling do ciała Bottega Verde Mar Morto. Jest to solny peeling do ciała, a ja za takimi średnio przepadam, wolę te cukrowe. Produkt kupiłam robiąc zakupy w Bottega Verde, gdzie stacjonarnie można trafić na ogromne przeceny, a ja byłam ciekawa jakiegoś peelingu do ciała z ich marki (cukrowych nie mają w swojej ofercie). Na plus jest to, że peeling bardzo dobrze się rozprowadzał, konsystencja była idealna, drobinki nie za małe, nie za duże. Przyjemnie się go używało, ale na pewno nie przebił moich ulubionych peelingów z Fresh&Natural, ale to już jest wysoka poprzeczka.
xx
.png)


Komentarze
Prześlij komentarz