Zakupy #3

W styczniu wprowadziłam kilka nowych produktów do mojej pielęgnacji, jak i kupiłam te, które się od dawna sprawdzają. Część kupiłam, bo poprzednie produkty mi się kończyły, a część kupiłam, ponieważ potrzebowałam danych składników/kosmetyków w mojej pielęgnacji. Część jest też zwykłymi zachciankami. 

W związku z tym, że od ponad roku stosuję retinol, a w okresie jesienno-zimowym przerzuciłam się na wyższe stężenie, potrzebowałam czegoś o działaniu silnie odbudowującym z ceramidami. Zachęcona pozytywnymi opiniami, sięgnęłam po krem na noc Bielendy Profesional z ceramidami. Stosuję go od ponad tygodnia i pierwsze wrażenia są bardzo pozytywne. Po pierwsze zniknęły wszystkie (!!) podrażnienia związane z kuracją retinolem. Cera jest idealnie nawilżona, zniknęło uczucie ściągnięcia i wysuszenia, tak jakbym nie stosowała retinolu. Skóra wróciła do normy i mogę spokojnie nakładać co drugi dzień, nie martwiąc się tym, jak bardzo będzie sucha moja skóra po kilku dniach. Produkt jest nafaszerowany ceramidami i składnikami odbudowującymi, wskazany do stosowania na noc. Podczas samego nakładania wydaje się być bardzo lekki, dobrze się wchłania, nie pozostawia tłustej warstwy. Nie wiem czy użyłabym go rano, na pewno nie wtedy gdy się śpieszę, bo trzeba dać mu chwilę na wchłonięcie się. Istnieje też ryzyko, że stosowany dwa razu dziennie zapcha, ale przyznam się, że nie przytrafiła mi się taka sytuacja. W chwili obecnej myślę, żę sięgne po kolejne opakowanie, o ile nie znajdę czegoś innego co mnie zaciekawi. 

Aby wzmocnić odbudowę mojej cery podczas stosowania retinolu, zaopatrzyłam się w maseczki algowe peel-off Lynia. Na próbę zamówiłam dwie. Wybrałam maseczkę rewitalizującą, w formie proszku, który należy wymieszać w podanej na opakowaniu proporcji z wodą. Następnie nakłada się na twarz i ściąga jako jeden element. Rzeczywiście maseczka działa znakomicie. Skóra jest po niej przepiękna, bardzo świeża, promienna, ujędrniona i porządnie nawilżona. Podczas pierwszej aplikacji, zgodnie z instrukcją, przygotowałam maseczkę z 30 g proszku (z całego opakowania). Okazało się to jednak dużo za dużo, część musiałam wyrzucić, bo już nie miałam gdzie nałożyć. Kolejny raz zrobiłam maseczkę z połowy opakowania (15 g), było niby ok, ale myślę, że docelowo spokojnie starczy 10 g na jedną aplikację. Maseczkę z wielką przyjemnością kupię ponownie, jej działanie można porównać do żelowych maseczek w płachcie Dr.Jart, które kosztują kilka razy więcej. Świetny produkt, bardzo prosty w przygotowaniu, aplikacji oraz świetnie działający. Jedyne, na co trzeba uważać, to wyrzucić zdjętą z twarzy maseczkę do kosza na śmieci, w przeciwnym wypadku może nam zatkać umywalkę...

Kolejny kosmetyk kupiłam z myślą o poprawie kondycji moich ust. Jest to peelingująca pomadka od Sylveco. Moje usta są bardzo przesuszone, rzadko mam takie okresy, że nie muszę używać pomadki co chwilę. Dlatego też postanowiłam nieco zadbać o pielęgnacje ust, wykraczając poza nakładanie pomadek/balsamów. Koszt tej zachcianki był niewielki, bo niecałe 12 zł, a usta dopieszczone. 

Kolejny kosmetyk był zakupem planowanym, ale nie zupełnie. Czekałam z niecierpliwością na sztosy 2021 przygotowane przez Piggy Peg, spodziewałam się, że będą miały przynajmniej jeden kosmetyk tzw. sztos, który na pewno będę chciała sobie kupić. Nie myliłam się, tak było i tym razem. Uwagę przyciągnęło serum z witaminą C Iossi C-shot, a akurat byłam na etapie poszukiwania idealnego serum z witaminą C. Dziewczyny tak to zareklamowały, że od razu rozpoczęłam poszukiwania online, żeby kupić sobie to serum. I miałam szczęście. W Kontigo akurat trafiła się promocja -40% przy zakupie minimum czterech produktów. No i zaryzykowałam, wzięłam dwa (!!) serum Iossi C-shot i do tego dobrałam dwie maseczki za jakieś trzy złote, żeby rabat mi się naliczył. Tak więc stałam się szczęśliwym nabywcą dwóch serum, za każde z nich zapłaciłam niecałe 90 zł. Trochę zaryzykowałam, bo wzięłam dwa, ale po pierwszych dwóch użyciach już mogłam spać spokojnie, że pieniądze nie poszły na marne. Serum jest cudowne, obiecane rezultaty widać niemalże od razu, ja zauważyłam je po dwóch użyciach. Ale co jest najlepsze, mój M zauważył, że moja buźka jest piękniejsza, a dobrze wiecie, że faceci nawet nie zauważają ściętych włosów u nas, a co dopiero miękkiej buzi... W ciemno polecam wszystkim ten kosmetyk. Dodatkowo, jeśli ktoś chciałby pogłębić temat witaminy C, jej formy, to polecam podcast z przedstawicielką marki Iossi, która opowiada właśnie o tym składniku jak i o tym serum. O ile się nie myle, to podcast nazywa się "Do Trzech Razy Skóra", ja znalazłam go na Spotify. 

Teraz taki mały zapychacz: oliwkowa maska koalinowa z cynkiem (Ziaja). Kupiłam ją, bo brakowało mi dosłownie 2 zł do darmowej dostawy. Jeszcze jej nie używałam, nie pokłądam w tym produkcie wielkich nadziei, ale kto wie, może mnie zaskoczy. 

W Kontigo, poza serum Iossi, kupiłam dwie maseczki do włosów w jednorazowej saszetce: Sleeping Beauty, maska do włosów o średniej porowatości od Anwen. Do przetestowania tej maski przymierzałam się od dawna, obecnie mam maskę keratynową od Anwen i świetnie się sprawdza, więc mam zamiar przetestować kolejne. Jedną saszetkę dałam siostrze, drugą zostawiłam sobie. Przy pierwszej lepszej okazji, przetestuję ten produkt. 

Idąc dalej, otworzyłam żel do mycia twarzy Resibo, miałam go w swoich zapasach chyba od listopada. Zakochałam się w nim od razu. Nigdy w życiu nie miałam produktu do mycia twarzy, który pozostawałby tak delikatną i nawilżoną twarz. Nigdy. Idealny żel dla cer wrażliwych, cudownie pachnie. Zazwyczaj produkty pieniące się do mycia twarzy, nie robiły na mnie wielkiego wrażenia. Sprawdzały się lepiej lub gorzej, wracałam do nich lub nie, ale wielkiego WOW nigdy nie było, a tutaj jest :) 

Od dawna używam lakierów hybrydowych, wszystko robię sama w domu. W listopadzie zaszalałam i poszłam do salonu zrobić sobie hybrydę, a następnie po kilku tygodniach zdjęłam ją w tym samym salonie. Przy zdejmowaniu strasznie zdarła mi kosmetyczka płytkę paznokcia i teraz mam super cienkie. Hybrydę nakładam dalej głównie dlatego, żeby paznokieć stał się twardszy, w przeciwnym wypadku ciągle się łamie i wygina. W międzyczasie nakładałam kilka razy hybrydę, ale wolałabym jednak ograniczyć mechaniczne ścieranie hybryd i postanowiłam się na chwilę przerzucić na zwykłe lakiery. Nastawiam się, że będą się trzymały dużo krócej, ale jakoś postaram się to przełknąć. Wybrałam sobie kilka lakierów Golden Rose, a do tego dokupiłam sobie Top Coat, też Golden Rose. Szukam plusów tej sytuacji: częściej będę mogła zmieniać kolor i łatwiej będzie zdjąć lakier. O hybrydzie mogłam zapomnieć, że mam ją na paznokciach, robiąc co mi się podoba. Teraz pewnie będę musiała bardziej uważać. 

Przedostatnia rzecz: Mydło Naturalne plaster miodu z Miodowej Mydlarni. Kończy mi się mydło do rąk, więc uzupełniam zapasy. Ostatnio miałam mydełka z Czterech Szpaków, potem Purite a teraz coś nowego planuję przetestować. 

I na sam koniec pozostaje masło do ciała Isana z masłem shea. Bardzo często wracam do tego produktu. Świetnie się sprawdza jako bazowy produkt do nawilżania ciała, opakowanie pozwala na zużycie do samego dna. Szybko się wchłania, nie wiem które już opakowanie zużyłam, co najmniej szóste albo siódme. 

Uff, to by było na tyle. 



Komentarze

Popularne posty