Samaritè

Od dłuższego czasu przymierzałam się do zakupu produktów Samarite. Jak mam być szczera, to kusił mnie praktycznie każdy produkt, ale żeby nie szaleć, wybrałam dwa: Samarite Divine Cream i Samarite Divine Elixir.

Wróćmy do początku: od ponad roku czytałam o wszystkich produktach Samarite, wyszukiwałam opinii i Internecie, oglądałam filmiki na YouTube i na Instagramie, generalnie nakręcałam się na zakup ich produktów. Jakoś miesiąc przed Black Friday, byłam już zdecydowana co kupuję, ale czekałam na BF, żeby potem nie płakać, że przepłaciłam. I tutaj miała miejsce niespodzianka! Bo na około tydzień przed Black Friday, Samarite zrobiło promocję -20% na wszystkie produkty i mini supreme balm do zakupów za powyżej 250 zł. W związku z tym, że od dłuższego czasu śledzę stronę Samarite i ich profile, to wiedziałam, że maksymalne zniżki u nich to zazwyczaj 15%, 20% zdarza się bardzo rzadko, a większych przecen nie ma. Oczywiście skorzystałam z tej promocji, ryzykując, że coś lepszego mnie ominie na Black Friday, ale szanse na to były znikome.

Jak już wspomniałam wcześniej, kupiłam krem i eliksir.

Krem kupiłam dlatego, że akurat poprzedni mi się skończył, więc nie był to zakup naciągany. Od dawna chciałam go wypróbować. W związku z tym, że jest to produkt bez olejów, bardzo lekki, używam go tylko rano. Idealnie się sprawdza pod makijaż, świetnie nawilża i ma bardzo lekką formułę. W związku z tym, że stosuję regularnie retinol, na noc używam dużo cięższych produktów.

Eliksir kupiłam z kilku powodów. Po pierwsze zastępuje on tonik, serum i krem – czyli doskonały produkt dla mężczyzn, którzy unikają jak ognia czegokolwiek co się nakłada na twarz. Plan jest taki, żeby mój M. zaczął go stosować. Po drugie jest on ekstremalnie wydajny, ma starczyć na 6 miesięcy stosowania dwa razy dziennie. A po trzecie staram się po woli wprowadzać minimalizm do mojej rutyny pielęgnacyjnej i eliksir jest w stanie mi zastąpić tonik i serum oraz podbija działanie kremu. Świetnie też się nadaje pod retinol.

Gratis dostałam Mini Supreme Balm i używam go w sytuacjach awaryjnych. Doskonale poradził sobie z bardzo przesuszonymi ustami (nakładałam go przed snem) oraz z przesuszoną i łuszczącą się skórą jak przesadziłam z retinolem… Czasami stosuję go na twarz (na noc), w przypadku bardzo przesuszonej skóry. Świetnie się wchłania, nie zatyka porów, a rano buzia jest świeżutka.

Teraz kilka słów o serum Divine. Nie kupiłam go, jak już można było się zorientować, ale z wielką przyjemnością je kupię przy najbliższej okazji. W związku z tym, że w okresie jesienno-zimowym stosuję retinol, serum nie jest teraz niezbędne. Chętnie je kupię jak się okaże, że nie będę miała jak stosować retinolu, albo jak będę chciała „natychmiastowego” efektu wow.

Czy warto zainteresować się tymi produktami? Z pewnością tak, ale też warto poczekać na promocje, żeby nie przepłacać. Takie jest moje zdanie.

Czy są to produkty do których będę wracać? Myślę, że jak najbardziej, o ile nie skusi mnie coś nowego do przetestowania. Nie mam nic do zarzucenia tym produktom, świetnie spełniają swoją rolę. Ogromnym ich plusem jest to, że mogą praktycznie zapewnić całą rutynę pielęgnacyjną, co bardzo do mnie przemawia.



Wszystkie prawa autorskie, dotyczące zdjęć, należą do autora źródło

Komentarze

Popularne posty