Moja pielęgnacja ciała

Pielęgnacja ciała, w moim przypadku, to nie tylko samo nakładanie balsamu czy pamiętanie o peelingu raz kiedy-mi-się-przypomni. W moim przypadku jest ona bardzo prosta, praktycznie od dwóch lat jest taka sama. To chyba dobry znak, wychodzi na to, że się sprawdza :)

W tym wpisie skupię się tylko i wyłącznie na pielęgnacji ciała. Na twarz, włosy i stopy przyjdzie jeszcze czas w kolejnych postach. 

W związku z tym, że jestem osobą pracującą, to rano nie mam za wiele czasu na siedzenie w łazience, dlatego cała pielęgnacja wieczorna ciała ma miejsce wieczorem. 

Każdego dnia pierwszym krokiem w wieczornej rutynie pielęgnacyjnej jest szczotkowanie ciała na sucho, więcej o tym pisałam tutaj. Jedyną zmianą, jaką wprowadziłam, to zakup nowej szczotki. Na początku miałam najprostszy model z rossmana, a tej wiosny kupiłam sobie szczotkę z włókien agawy. Sprawdza się lepiej w porównaniu do szczotki z rossmana, z włosia dzika. Po co mi w ogóle to szczotkowanie? Mam po nim idealnie gładką skórę, żadnych wrastających się włosków a skóra jest idealnie gładka. Dla osób, które się jeszcze nigdy nie szczotkowały, to dopiero po zainwestowaniu w szczotkę zrozumieją, że pojęcie gładkiej skóry nabierze zupełnie innego znaczenia ;)

Potem ma miejsce najzwyczajniej w świecie prysznic, żel do mycia musi koniecznie pięknie pachnieć.  Obecnie używam tego. Nie zwracam większej uwagi na to czy ma na etykiecie zaznaczone czy nawilża itp, na nawilżanie przeznaczam odrębny krok, żel (czasami mydło) najzwyczajniej w świecie ma mnie umyć. 

Po myciu, jak już się osuszę nakładam balsamy. Pierwsza reguła balsamu jest taka, że ma on pięknie pachnąć. Rzadko zdarza mi się kupować kilka razy pod rząd ten sam balsam, bo lubię testować nowe. Codziennie używam zamiennie dwóch balsamów. 

W dni słoneczne, gdzie się miałam okazję opalić (mamy lato teraz), używam balsamu do ciała po opalaniu Bottega Verde SOL Cocconut doposole. Jest to mój absolutny sztos. Od kilku lat nieustannie towarzyszy mi w sezonie letnim, nigdy nie dopuścił, żeby spalona (przypadkowo) skóra zaczęła schodzić, perfekcyjnie ją uspokaja, a dodatkowo wzmacnia opaleniznę. No i te jego zapach! Tak, więc tego używam jeśli złapałam trochę słońca i chcę podbić opaleniznę. 

Natomiast, gdy mamy zwykły dzień, bez żadnych spieczonych ramion czy nóg, wystarcza mi klasyczny balsam lub masło do ciała. Obecnie takim produktem u mnie jest Oh!Tomi masło do ciała. Kupiłam je z ciekawości podczas promocji, dorwałam je za 19 zł. Jako zapach wybrałam tęczę, miała pachnieć jak powietrze po deszczu, ale czy ja wiem czy to dokładnie to. Konsystencję w każdym razie ma masła, dosłownie, oraz nawilża bez zarzutów. 

Po tych wszystkich zabiegach czuje się czyściutka, nawilżona i pachnąca. 

Oczywiście są takie dni, że nie myślę o niczym innym, tylko jak się dostać jak najszybciej do łóżka. W tej sytuacji biorę prysznic bez żadnych innych czynności i ląduje w łóżku. Raz na kilka miesięcy, gdy odpuszczę sobie szczotkowanie lub balsam do ciała, świat się nie zawali, a moja skóra przymknie na to oko. Co innego byłoby w sytuacji, gdybym nieustannie pomijała niektóre kroki...

Dodam tylko, że jeśli chodzi o dobór kosmetyków, to poza wyżej wspominanym zapachem, staram się, aby kosmetyki miały jak najlepsze składy. Zapach jest ważny, ale najpierw zawężam wachlarz poszukiwań do kręgu kosmetyków naturalnych. 


Komentarze

Popularne posty