Ulubieniec marca
Chciałabym polecić trening, który znalazłam w najnowszym wydaniu Women's Health. Prze długi czas korzystałam z treningów przygotowanych przez redakcje WH, ale od jakiegoś czasu nie było żadnego, który by mnie urzekł, aż do niedawna.
W wydaniu kwietniowym WH znajdziecie trening składający się 10 ćwiczeń. Ćwiczenia należy zaczynać od 1 serii z 10 powtórzeniami, żeby wraz z upływem czasu dojść do 2 seri po 20 powtórzeń.
Ja bardzo ambitnie podeszłąm do sprawy i zaczęłam od docelowej liczby ćwiczeń (przecież trenuje regularnie na co dzień) i wykonałam 2 serie po 20 powtórzeń każdego ćwiczenia. Czy to był błąd? Nie sądzą, ale zmęczyłam się jak nie wiem co, nogi mi się trzęsły, poziom endorfin wzrósł, a świadomość, że porządnie wykonałam trening bardzo dobrze wpłynęła na moje samopoczucie.
Głównym plusem tego planu treningowego jest to, że każdy może dopasować poziom do swoich możliwości. Osoby początkujące zaczną od 1 serii po 10 powtórzeń, osoby średnio zaawansowane i zaawansowane, odpowiednio zwiększą liczbę powtórzeń. Mamy tutaj dużą elastyczność doboru poziomu ćwiczeń.
Nie wiem czy Wy też tak macie, ale ja, jeśli przyjdzie mi ćwiczyć z domu, to zawsze ciut ciut przesadzam. Od dłuższego czasu nie chodzę na siłownie i przestawiłam się na trening w domu, wynika to z braku czasu na dojazdy i odległości siłowni. Odkąd trenuje w domu, zaobserwowałam u siebie jedną bardzo istotną rzecz: w domu bardziej się przykładam do ćwiczeń, dużo częściej mam zakwasy lub czuję, że się porządnie zmęczyłam. Z czego to się może brać? Pewnie dlatego, że chce sobie zrekompensować fakt, że nie ruszyłam się na siłownie, tylko ćwiczę w domu. No nic, najważniejsze, że efekty są i się nie obijam.
Kto szuka treningu, który można samodzielnie wykonać w domu, to koniecznie zachęcam do zaopatrzenia się w najnowszy numer WH.



Komentarze
Prześlij komentarz