Jak zrobić zakupy kosmetyczne, nie wydając ani grosza
Dzisiaj o tych kosmetykach, które mamy w domu, a ich nie używamy bo zapomnieliśmy, że je mamy czy trzymamy je na specjalne okazje, które od 10 lat nie nadchodzą. Nadszedł czas, żeby wybrać się na shopping w zaciszu naszych mieszkań.
Każdy z nas ma gdzieś ukryty schowek z kosmetykami, po które kiedyś sięgnie. Ile razy ktoś z nas dostał próbkę pasty do zębów 50 ml, próbkę szamponu, który kosztuje nie wiadomo ile, mały płyn micelarny i miniaturę kremu, a to wszystko odłożone, bo świetnie się przyda podczas wyjazdu. Kto dostaje pudełko od Lookfantastic, to w styczniowym wydaniu trafił się olejek do ciała ESPA warty fortunę, ile z nas go od razu zaczęło używać? Podejrzewam, że większość schowała głęboko, żeby przypadkiem nigdzie się nie wylał i czeka na okazje kiedy można go użyć.
I właśnie mamy tę okazję, możemy zrobić porządki w naszych pochowanych na czarną godzinę kosmetykach i i zacząć wklepywać w nasze ciało te wszystkie cudeńka. Zanim jednak przejdziecie do wklepywania, sprawdźcie datę ważności, bo pewnie część rzeczy będzie do wyrzucenia.
Jak to wygląda u mnie? Od dłuższego czasu skupiam się na wykańczaniu tego co mam, tych wszystkich drobiazgów, które są niby miniaturami, a potem się okazuje, że końca nie mają. Tak jak ten olejek z ESPY co maluteńki, nie wiem ile już dni z rzędu go wklepuje w siebie, dzięki temu mogę sobie popachnieć wieczorem po prysznicu, a z drugiej strony pozbywam się gromadzących się kosmetyków. Tak samo z miniaturowym balsamem do ciała, po co ma czekać na swoją wielką podróż, czy szampon i odżywka, które postanowiłam wypróbować, efekt jaki dały był cudowny i schowałam je głęboko, bo kiedyś wezmę je ze sobą w podróż.
Podobnie miałam z żelem do twarzy z ostatniego boxa od Lookfantastic, w opakowaniu było 20 ml, wartość około 63 zł. Początkowo wylądował do koszyczka z rzeczami na czarną godzinę, ale jak się nad wszystkim dobrze zastanowiłam, to doszłam do wniosku, że jak nie zabiorę się za otwieranie małych opakowań, to tylko będzie ich mi przybywać. No i żel okazał się cudownym kosmetykiem, przyjemność miałam ogromną z jego używania. Czy żałuje, że już się skończył? Nie, bo mam mniej kosmetyków, które czekają na swoją kolej i mogę otworzyć kolejny.
Są jeszcze kosmetyki, które nam się u nas nie sprawdziły, szkoda je wyrzucić i leżą... Co ja z nimi robię? Obecnie mam jedno serum, które spowodowało mi delikatną wysypkę na twarzy, odstawiłam je, ale szkoda mi je wyrzucić. Postanowiłam wykorzystać je na inną część ciała, często niedocenianą, mianowicie szyję. Nie kupiłabym chyba serum tylko i wyłącznie do szyi a tutaj mam coś, co swietnie się na niej sprawdza i nie powoduje wysypki jak na twarzy. Pewnie gro z Was ma kremy do twarzy, których nie używa, bo się nie sprawdziły lub na ich miejsce przyszło coś nowego. Szyja to doskonała powierzchnia, która z miłą chęcią przyjmie tego rodzaju produktu, a w przyszłości się Wam odwdzięczy.
Trochę to nie ma sensu, bo nic tylko gromadzimy i gromadzimy, a to co nie jest duże, to dokupujemy, żeby tych małych nie zużywać.
Mam nadzieję, że udało mi się zachęcić do działania przynajmniej jedną osobą, która przeczyta ten tekst.

Komentarze
Prześlij komentarz