Zakupy i ulubieńcy kwietnia
Witajcie po dłuższej przerwie. Dzisiaj, podobnie jak w zeszłym miesiącu, przygotowałam dla Was moje zakupy z ubiegłego miesiąca w połączeniu z ulubieńcami.
Nie uważam się za specjalistkę w dziedzinie makijażu, nie jest on moją najmocniejszą stroną i zazwyczaj nie wydaje na tego typu produkty zbyt wielu pieniędzy. Znacznie bardziej wolę produkty pielęgnacyjne. Wszystkie moje produkty do makijażu mieszczą się w jednym z pudełek goodiebox i i tak jeszcze zostaje sporo miejsca.
Od niedawna troszkę moje podejście do makijażu się zmieniło. W związku z tym, że większość czasu pracuję z domu, okazji do malowania się mam coraz mniej, poza kilkoma dniami w miesiącu, kiedy to jeżdżę do biura. Dlaczego by nie zacząć się malować każdorazowo jak wychodzę z domu? A może też coś delikatnego, jak jestem w domu? Nie mam na myśli to podkładu z Estee Lauder i całej masy innych produktów, które będą tworzyć "maskę" na mojej twarzy. Zaczęłam od jakiegoś czasu nakładać podkład Pixie Cosmetics, tak tylko omiatałam nim twarz, dla lepszego samopoczucia. I rzeczywiście działało, nawet w dresie czułam się piękniejsza. Rezultat tej zmiany by taki, że zaczęłam się nieco bardziej interesować naturalnymi kosmetykami do makijażu, które dostępne są na rynku.
Znacie Tarte Cosmetics? Ja też! Zawsze przystaję przy ich szafie w Sephorze. Czasami z ciekawości proszę o próbki podkładów, żeby dopasować kolor do mojej cery, z myślą o zakupie pełnowymiarowego produkty w przyszłości, jak się nadarzy jakaś niesamowita promocja. No i się nadarzyła...
W połowie kwietnia w sklepie tarte była promocja -50% przy zakupie czterech produktów z pewnej puli produktów. Tak się złożyło, że był tam koloryzujący krem nawilżający, którego nie wiem ile już próbek zużyłam. Oznacza to też, że w miarę dobrze ten produkt znam i się lubimy. Kto by ominął taką promocję...? Jak się domyślacie, wrzuciłam do koszyka jedną sztukę tego właśnie kremu w odcieniu 13B (warto zachowywać karteczki z Sephory z próbkami, gdzie zaznaczony jest wasz kolor produktu!). Jeśli chodzi o kolejne produkty, to nie miałam konkretnej potrzeby i zaczęłam przeglądać co ciekawego jest do wyboru. Stanęło na tuszy do rzęs, pomadce do ust i paletce. Moja pierwsza pełnowymiarowa paletka z cieniami do powiek. Dodam jeszcze, że paczka doszła do mnie równo po tygodniu, bez żadnych opłat dodatkowych (szła z USA).
Teraz rozłóżmy paczkę na czynniki pierwsze. Zaczniemy od koloryzującego kremu nawilżającego. Nie otworzyłam go jeszcze, bo chwilowo czego innego używam, ale znam go dobrze i już się nie mogę doczekać, kiedy skończę to, co mam obecnie otwarte. Krem jest bardzo lekki, nawilża, łatwo się rozprowadza za pomocą beauty blendera i jest bardzo wydajny. Myślę, że kluczowe jest dobranie kolory, a potem cała reszta już się sama ułoży. Dalej mam Tartelette Tubing Mascara, która ma wydłużać, podkręcać i pogrubiać rzęsy. Nie mam pojęcia jak się u mnie sprawdzi, ale liczę, że za taką cenę będzie co najmniej dobrze, jak nie świetnie. Dawno nie używałam silikonowej szczoteczki, jestem jej trochę ciekawa, bo już nie pamiętam jak się ten typ szczoteczki u mnie sprawdza. Trzecią rzeczą, jaką zamówiłam jest Maracuja Juicy Lip Balm, kolor transparentny. Bardzo się cieszę, że wybrałam akurat ten produkt. Pomadka doskonale nawilża usta, trzyma się długo i nie wysusza ust. Zauważyłam, że po nałożeniu tej właśnie pomadki na usta, nie mam potrzeby ponownego nakładania pomadki co dosłownie 10 minut. Za każdym razem, jak gdzieś wychodziłam, a przed wyjściem nakładałam Juicy Lip Balm, ani razu nie miałam potrzeby nawilżania ust w międzyczasie. Mam tutaj na myśli popołudniowe wyjścia do po pracy, np. na zakupy, na angielski czy na spacer, w dużym uproszczeniu: popołudnia poza domem. Ostatnią rzeczą z zamówienia jest paleta cieni Tartalette in Bloom. Jest to moja pierwsza w życiu paleta cieni z wyższej półki, jaką sobie sama wybrałam i kupiłam. Do tej pory zdarzało mi się dostawać jakieś paletki w beauty boxach lub kalendarzach. Jaka ona jest? Idealna. Bardzo się bałam, czy sprawdzi się na moich powiekach, czy cienie nie będą się rolować, obsypywać i jak się będzie je nakłada. Po kilku tygodniach stosowania, mogę powiedzieć, że cienie trzymają się bez problemu cały dzień (bez bazy), nie obsypują, nie rolują i ładnie blendują. Używam jej na co dzień, nawet jak jestem w domu, to dla przyjemności coś sobie pokombinuję, żeby zobaczyć jak dane kolory będą ze sobą współgrały. Całe zamówienie z Tarte oceniam bardzo pozytywnie, łącznie z realizacją zamówienia, jak i brakiem cła do zapłacenia. Już o jakości produktów nie wspomnę.
Kolejną fanaberią, jeszcze przed Tarte, był pomysł na to, żeby kupić sobie podkład Veoli Botanica. Tutaj też trafiła się promocja, której nie udało mi się oprzeć, ale podobnie jak w przypadku Tarte, jestem zadowolona z zakupu. Próbki podkładu Drop of Perfection miałam okazję już wiele razy testować, także wiedziałam dokładnie jaki odcień będzie dla mnie idealny. Do zakupu skłoniła mnie promocja, gdzie razem z podkładem była gąbeczka gratis, a ja właśnie takiej gąbki szukałam. Skoro już robiłam zamówienie i brakowało mi niewiele do darmowej dostawy, kupiłam też tonik Build me up. Podkładu używam prawie codziennie, jest bardzo wydajny, łatwo się rozprowadza i nie tworzy efektu maski. Tak właściwie to jest to bardziej krem BB, za pomocą którego można stopniować poziom krycia. Coś idealnego. Kupując gąbkę miałam względem niej bardzo wysokie oczekiwania, zwłaszcza po zapoznaniu się z recenzjami innych osób. W przypadku nakładania produktu, gąbka jest bardzo wygodna i ładnie rozprowadza podkład na twarzy. Ma też kilka minusów. Pierwszym jest to, że bardzo ciężko się zmywa z niej produkt, ale nie wiem czy jest to bardziej kwestia produkty, mydła do mycia, czy samej gąbki. Jedyne co wiem, to do tej pory nie miałam takich problemów z innymi gąbeczkami, nawet używając podkładów o wiele trudniejszych do zmycia, jak np. Estee Lauder. Drugi minus to, że po kilku użyciach zniszczyła mi się powierzchnia gąbeczki. Nie mam pojęcia jak i kiedy się tak pocharatała. Nie jest moją pierwszą gąbką, a pierwszy raz coś takiego mi się zdarzyło. Podsumowując, do podkładu jak najbardziej planuje wracać, natomiast już bez gąbki. Ostatnim produktem jest tonik, który się okazał absolutnym cudem. Mam wrażenie, że to on podczas ostatnich tygodni trzyma moją cerę w ryzach. Tonik na początku może się wydawać niewygodny w aplikowaniu, ale tutaj chyba każdy musi sobie wypracować swój własny system, mnie to zajęło kilka dni. Kolejnym plusem jest to, że jest to niezwykle wydajny tonik. Po miesiącu używania ubyło bardzo niewiele produktu, pomimo stosowania go dwa razy dziennie. Myślę, że starczy on na jakieś 6 miesięcy. Tak sobie myślę, że porównałabym go do Elixiru z Samarite, ale na jego tle, tonik z Veoli Botanica wypada znacznie lepiej i o wiele lepiej czuć jego działanie. Skóra po toniku Build me up jest wyraźnie nawilżona, zregenerowana i w znacznie lepszej kondycji, niż w punkcie wyjścia. Dla mnie, od miesiąca, jest to absolutna podstawa w mojej pielęgnacji i nie wyobrażam już sobie pielęgnacji bez tego właśnie produktu.
Na sam koniec jeszcze dodam, że kupiłam sobie dostęp BeActive.tv z myślą o podjęciu wyzwania z Ewą Chodakowską, ale po tygodniu się poddałam. Nie dlatego, że nie dałam rady, albo że mi się nie chciało. Od ponad 10 lat regularnie (min. 5-6 razy w tygodniu) uprawiam sport na siłowni, w domu, lub na świeżym powietrzu (bieganie). Wydaje mi się, że ostatnio na rynku jest tyle dostępnych platform do ćwiczeń w domu, że coś co było interesujące 5 lat temu, już nieco pozostało w tyle. Chodzi o to, że aplikacja nie współgrała z Google chromecast TV, przez co z podglądem na ekranie telefonu bardzo ciężko było ćwiczyć. Po drugie, uważam, że organizm powinien mieć czas na regeneracje i niezdrowo jest ćwiczyć codziennie bardzo intensywne cardio i na sam koniec dodam, że treningi były zwyczajnie nudne. To, że porzuciłam branie udziału w wyzwaniu nie oznacza, że przestałam ćwiczyć. Robię to nieustannie, ale w takiej formie, która mi odpowiada i wpasowuje się w mój tryb życia. W tym przypadku były to pieniądze wyrzucone w błoto, niestety.
Trochę tych zakupów się nazbierało w kwietniu, ale za to w większości udane.
xx



Komentarze
Prześlij komentarz