Kosmetyczka wyjazdowa
Witajcie, dzisiaj
publikuję post po dłuższej przerwie związanej z wyjazdami.
W związku z tym postanowiłam
przygotować dla Was odnośnie mojej kosmetyczki wyjazdowej.
Pierwszy wyjazd
był samolotowy, więc miałam spore ograniczenia ilościowe oraz wymiarowe.
Zabrałam ze sobą minimum kosmetyków i skupiłam się głownie na odbudowie bariery hydrolipidowej.
Zacznę od oczyszczania
twarzy. Do demakijażu zabrałam ze sobą moje ulubione masełko Bandi, tyle że
przełożyłam je do mniejszego słoiczka, żeby niepotrzebnie nie wozić ze sobą dużego
opakowania. Jako drugi produkt do mycia miałam żel do mycia twarzy rumiankowy marki Kiehl's.
Dostałam go kiedyś jako gratis do zamówienia, a że ma pojemność 30 ml, to idealnie
sprawdza się w podróżach. Ten duet jak najbardziej się sprawdził.
Jeśli chodzi o pielęgnację,
to skupiłam się na porządnym nawilżeniu oraz odżywieniu skóry. Nie wzięłam ze
sobą nic, co mogłoby w minimalny sposób podrażnić moją skórą, nawet w ramach
ograniczania liczby kosmetyków, nawet zrezygnowałam z wzięcia ze sobą serum z witaminą
C.
Jako serum miałam L’Oreal midnight recovery. Kupiłam je zaledwie kilka dni
przed wyjazdem. Przyznam, że był to raczej zbędny wydatek, ale idealnie
wpasował się w moją rutynę pielęgnacyjną, zwłaszcza tę wyjazdową, gdzie lubię
ograniczać się do minimum. Wracając do tematu kosmetyków wyjazdowych, jeśli
chodzi o krem do twarzy, to zabrałam ze sobą krem Biodermę Cicabio. Jak widać, pisząc
o odbudowie BHL, nie żartowałam. Pod oczy wzięłam sobie próbkę kremu Dior, miałam
chyba z jakiejś gazety. W przypadku porannej pielęgnacji, zakańczałam ją krememz filtrem SPF. Natomiast wieczorami, między myciem a kolejnymi krokami
pielęgnacji, nakładałam maskę w płachcie. Miałam ich kilka w domu i na podróż wybrałam te
najbardziej nawilżająco odżywiające. Już nie pamiętam dokładnie, które to były,
bo puste opakowania wyrzuciłam. Na pewno coś z miodem i śluzem ślimaka.
Postarałam się tak
skomponować pielęgnację, żebym nie musiała brać ze sobą wielu kosmetyków i
jeszcze udało mi się kilka jednorazowych wykończyć. Jeśli ktoś z Was
przechowuje próbki, sterta ciągle rośnie, zapominamy ich użyć, albo wręcz
przeciwnie i szkoda nam ich zużyć, to polecam zabrać je ze sobą na wyjazd bez alternatywy
w postaci innych kosmetyków. Dzięki temu, tak jak ja, możecie się rozpieszczać kremem
pod oczy od Diora, które szkoda było Wam go użyć i odkładaliście na nie-wiadomo-kiedy.
W związku z tym,
że z jednego wyjazdu, po kilku dniach trafił mi się kolejny, na który zabrałam
produkty opisane powyżej oraz nieco rozbudowałam rutynę pielęgnacyjną. Dodatkowo
zabrałam ze sobą krem pod oczy REN. Jest bardzo treściwy, bardzo szybko się
wchłania i bardzo go lubię. Dodatkowo spokowałam krem Avene Cicalfate. Używałam go
wieczorem, nakładając grubą warstwę, natomiast rano pozostawała Bioderma
Cicabio. Spokowałam też ze sobą olejek rycynowy do brwi z Alverde, ale nie
nałożyłam go ani razu, chyba dlatego, że spadał na dno w kosmetyczce. No i mam
też witaminę C Sunday Riley. W dni, kiedy nakładałam makijaż, używałam, już resztki, kremu do twarzy Embrolysse.
Jeśli chodzi o
włosy, to w pierwszym jak i drugim przypadku miałam ze sobą szampon i odżywkę z
marki Sachajuan Scalp Shampoo Sachajuan, mam je z kalendarza adwentowego Cult Beauty
2022. Natomiast tuż przed suszeniem nakładam Cement termiczny Kerastase. Tutaj
też mam wersję podróżną 50ml, stwierdziłam, że zanim kupię pełnowymiarowe opakowanie,
wypróbuję małą wersję tego produktu. Po trzech tygodnia używania, mogę
przyznać, że jest on niezwykle wydajny i podejrzewam, że te 50 ml starczy mi
spokojnie na miesiąc, jak nie dłużej. W przypadku
dłuższego wyjazdu zabrałam ze sobą jeszcze odżywkę bez spłukiwania OnlyBio emolientową. Bardzo
się z nią kiedyś nie lubiłam, natomiast teraz już się nauczyłam jak jej używać
i jest jedną z moich ulubionych.
To byłoby na
tyle, jeśli chodzi o moje dwie wersje kosmetyczki podróżnej: minimalistyczną i
rozbudowaną.
xx
.png)


Komentarze
Prześlij komentarz