zakupy #6

Cześć, dzisiaj mała aktualizacja zakupowa. W ostatnim nie wiele rzeczy nowych kupiłam. Miałam okazję być na targach kosmetyków naturalnych  w Krakowie, niestety było bardzo mało wystawców, a najciekawszych marek wcale nie było. Ale i tak udało mi się co nieco upolować. 

Idąc na targi, konkretnie wiedziałam czego szukam i jaki mam budżet. Pierwszą rzeczą, jaką kupiłam był tonik Dash z marki Olivia Plum. Mniej więcej się nastawiał na zakup tego właśnie produktu, nie miałam nic innego upatrzonego z tej kategorii. Jest to w pełni usprawiedliwiony zakup, ponieważ chwilowo nie miałam żadnego toniku w zapasach kosmetycznych i zostałam bez. Jak się sprawdza sam produkt? Powiem, że nie jestem z niego zadowolona tak w stu procentach, ma kilka wad. Po pierwsze szczypie w oczy, więc trzeba je zamykać, potem odwracać z chmury mgiełki i wtedy można uniknąć szczypania. Na pewno nie jest to nic przyjemnego podczas pielęgnacji twarzy, zwłaszcza, gdy ma to być coś relaksującego. Po drugie atomizer pluje i nie robi lekkiej mgiełki, o której marzymy kupując tego typu produkt. No i ostatni z minusów jest taki, że jak spryskam tym tonikiem odrobinę włosów, to są one potem utrwalone jakbym je spryskała lakierem do włosów. Musiałam wypracować sobie własny sposób na używanie tego toniku. Stosuję go tylko i wyłączne jak mam turban na włosach, koniecznie z zamkniętymi oczami, a nad odległością muszę jeszczę chwilę popracować, znajdę jakieś rozwiązanie. Plusem jest to, że ma działanie nawilżające, które rzeczywiście czuć na skórze, nie pozostawia uczucia ściągnięcia. No i na pewno będzie bardzo wydajny, skoro używam go tylko wtedy, gdy mam turban na włosach...

Drugim produktem, jaki kupiłam sobie na targach to Seal the Deal laminujaca kuracja z ceramidami hairy Tale Cosmetics. To był jeden z motywów, dla których poszłam na te targi, miał być dostępny właśnie ten produkt, który u producenta jest dostępny raz w roku (jesienią), ze względu na jeden ze składników, który można dostać tylko raz w roku. Korzystając z tego, że będę miała wszystkie produkty tej marki pod ręką, planowałam się zaopatrzyć inne ich produkty, ale ostatecznie stanęło jedynie na tzw. foczce. Kuracji użyłam dopiero raz i ostrożnie. Nałożyłam dwie pompki i zostawiłam na około 15 minut, a na koniec domknęłam emolientową odżywką od Anwen. Trudno jest mi na razie cokolwiek powiedzieć o tym produkcie poza tym, że pierwsze wrażenie było bardzo na plus. Na pewno spróbuję jeszcze dłużej przytrzymać na włosach ten produkt i domknąć go np. maską emolientową, a także wypróbuję go w wersji solo. Opakowanie jest małe, bo 50 ml, ale podobno jest bardzo wydajne, dlatego jestem bardzo ostrożna z ilościami. Powoli, powoli, kiedyś na pewno znajdę swój sposób na ten produkt. Albo jak będę miała więcej czasu to się nim pobawię w różnych konfiguracjach. 

Kupiłam też plasterki na wypryski marki Isana. One są cudowne! Wydałam na nie dosłownie kilka złotych (znalazłam je w promocji), w opakowaniu jest 36 sztuk, jaki to był dobry zakup! Można by powiedzieć, że zbędny, ale znacznie przyspieszyły gojenie jednego nieproszonego gościa na twarzy, były zupełnie niewidoczne, świetnie się trzymały. Same plusy. W dwa dni poradziły sobie z nieładnym wypryskiem. Bardzo się cieszę z zakupu, na pewno będę do nich wracać. 

I jeszcze kupiłam sobie gazetę Zwierciadło. Kupiłam, bo czytam na bieżąco i lubię to czasopismo, ale nie o tym tutaj. W gratisie był tonik hibiskusowy Sylveco. Najczęsciej staram się brać gazety bez dodatków, ale w Empiku nie było akurat takiej i wybrałam wersję z tonikiem. Przyznam, że się bardzo z niego cieszę, bo toniku z Olivia Plum nie mogę używać za każdym razem (bo skleja włosy), więc tego będę używać zamiennie. Taka trochę wymówka, ale u mnie się tem układ sprawdza. Kiedyś już miałam ten produkt, ledwie go pamiętam, ale po pierwszym użyciu wydawał się być bardzo przyjemny w aplikacji. Jest dosyć gęsty, więc można używać go jako esencji bez wacika. 

xx




Komentarze

Popularne posty